Od kwietnia do września (a może nawet dłużej). To jest pięć miesięcy. Prawie pół roku. Nie tak źle. Tyle nosiłam sandały i ani razu nie zamieniłam ich na żadne inne buty. Kalosze się nie liczą. Ale już dzisiaj poczułam, że jest mi zimno w moje toes. Zbliża się jesień. Nieubłaganie.
Piękne było to lato. Pierwsze lato z małym T. A teraz będzie druga jesień z małym T. Każdego dnia wspominam to, co robiłam (w wielkim przybiliżeniu) rok temu: noszenie kruszynki w chuście, usypianie, maleńkie paluszki, spacery. Przeglądam zdjęcia i się wzruszam. Życie jest piękne - to wiadomo, ale żeby było aż tak strasznie coraz piękniejsze?! :-)
oj tak...:-)
OdpowiedzUsuń na zawsze