wtorek, 28 czerwca 2011

Mieszkam na trzecim piętrze...

... i  dzisiaj znalazłam na oknie biedronkę. Miała sześć kropek, czyli sześć lat. Jak ona doleciała tak wysoko? Czy to nie za wysoko na małą biedronkę? A może przyniósł ją ten dzisiejszy silny wiatr?

Biedronka się na mnie zesrała. Mówił F., kiedy biedronka, którą trzymał na dłoni i ściskał trochę zbyt mocno puściła jakiś żółty sok. Wcale się nie zesrała. Mówiłam mała ja, bo przecież każdy wie, że tak właśnie wygląda krew biedronki i że biedronek właśnie dlatego - w przeciwieństwie do mrówek - się nie zabija. Biedronkę może zabić tylko prawdziwy drań. Mrówki zabijają wszyscy. Zresztą mrówek się nie zabija. Mrówki się zgniata. Mrówki są do niczego, choć niby takie pracowite, a biedronki są ładne, bo mają kropki, które można policzyć i siedzą bezczynnie na kwiatku. Głupie.

Jak byłem mały, lubiłem patrzeć na mrówki w mrowisku, w trawie, jak coś niosną, jak się dokądś spieszą. Tak na nie patrzyłem, a potem, z nudów, kilka zgniatałem. Powiedział mi kiedyś M, kiedy rozmawialiśmy o dzieciństwie, którego nie spędziliśmy razem. Ja też. Powiedziałam.

Dzieci są strasznie okrutne. Gdzie się ta ich dziecięca okrutność podziewa, gdy dorastają? Czy dorosłość działa jak resocjalizacja? Już nie jesteśmy mordercami mrówek i zachwycamy się biedronką na swoim oknie w okropnym szarym bloku w Warszawie?

1 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że to nie była biedronka azjatycka...te wredne bestie czają się na ludzi i gryzą...u nas w zeszłym roku była plaga, gniotłam je na potęgę, bo niestety stanowią zagrożenie dla naszych rodzimych owadów.

    OdpowiedzUsuń na zawsze